Nepal

Nepal
2010-01-03

Odkrycie

1

23.12.2009, Baktapur Na pożegnanie „odkrywamy” niezwykłe miasteczko, oddalone o kilka kilometrów od Kathmandu – Baktapur. Jesteśmy zaskoczeni. Jest to zdecydowanie jedno z najpiękniejszych i najprawdziwszych miejsc jakie widziałam. Do jego wyjątkowości przyczyniła się bliskość stolicy i fakt, że turyści przyjeżdżają tu tylko na jeden dzień pozwalając miastu funkcjonować w niezachwiany sposób. To niezbyt jeszcze popularne na masową skalę średniowieczne miasto kryje w sobie nieopisany urok. Gubimy się między wyrastającymi na każdym kroku świątyniami o pagodowatych dachach, w labiryntach ulic, na licznych placach. Powoli opuszczamy tę dziwną krainę. Bez większego żalu rozstajemy się z Nepalczykami, którzy choć łatwiejsi w kontakcie od Indusów, są nieco zbyt cwani. Problem z nimi polega na tym, że niemożliwym jest zdobycie niektórych informacji, najczęściej cen produktów [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-01-02

Miasto bogów

1a

23 grudnia 2009, Katmandu Wydawało się nieprawdopodobne, aby po Indiach jakikolwiek kraj zadziwił nas swoją religijnością. A jednak. Wszechobecność bogów w Katmandu przeszła wszelkie nasze oczekiwania. Chodząc ulicami miasta, wydaje się, że każdy zaułek jest miejscem nawiedzanym przez prastare bóstwo. Wąskie ulice z pięknymi budynkami, zdobionymi drewnianymi rzeźbami, kryją w sobie wejścia do głębokich podwórek. W każdym znajdujemy świątynię, stupę, albo przynajmniej kapliczkę. Wokół nich zawsze pełno ludzi, którzy albo się modlą albo ofiarowują bogom poranną pudżę czyli płatki kwiatów, jogurt, owoce i słodycze na tacy. Nepal od południa graniczy z najludniejszą prowincją Indii, gdzie wzdłuż Gangesu znajdują się wszystkie święte dla hindusów miasta. Od północy z buddyjskim Tybetem. Młynki modlitewne kręcą się nieustannie, ofiary składane bogom hinduskim piętrzą się [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-01-02

Komunizm wiecznie żywy?

1a

22 grudnia 2009, Katmandu Wybraliśmy doskonały czas na podróż do Nepalu. W grudniu w Himalajach raczej nie ma już turystów a poza tym zjechaliśmy kraj w przełomowym dla niego okresie: w 2008 roku monarchia została obalona i powstała najmłodsza (jak na razie) demokracja świata – Republika Nepalu. Po wielu latach partyzanckiej walki z tzw. maoistami, król abdykował i opuścił pałac przenosząc się do apartamentu w Katmandu. Do władzy doszli wybrani w pierwszych wolnych wyborach dotychczasowi partyzanci. Trwają prace nad nową konstytucją. Przyszłe oblicze kraju dopiero się kształtuje. Obowiązki króla we wszystkich świętach religijnych przejął prezydent. Mam dwa banknoty o nominale 100 rupii nepalskich: jeden stary z królem na awersie i z nosorożcem na rewersie i jeden nowy, z Himalajami na [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2009-12-29

Blackout

1

20.12.2009, Katmandu Wychodzimy rano na Thamel – jedną z tych ulic, które choć w egzotycznym kraju, gotowe są spełnić każdy kaprys turysty. Thamel może śmiało konkurować z Khao San Road w Bangkoku, a delhijski Paharganj wypada przy nim zupełnie blado. Istnieje tu nieprawdopodobne zagęszczenie hosteli, restauracji serwujących różne kuchnie świata, German Bakeries sprzedających europejskie wypieki. Roi się od kafejek internetowych, pralni, salonów masażu, sklepów z muzyką świata i księgarni, które oprócz kilku backpackerskich klasyków, jak „Życie Pi”, „Papillon”, „Into the Wild”, sprzedają lokalne bestsellery. W Nepalu króluje oczywiście literatura górska. Pozycje opowiadające o wielkich himalaistach jak Edmund Hillary, Tenzing Norgay, czy Reinhold Messner, o moralności powyżej ośmiu tysięcy metrów, o wyprawach komercyjnych na Mt. Everest, o tragediach , o spełnionych [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2009-12-29

Z góry na dół

Phewa Tal

15.12.2009, Pokhara Ostatni etap trasy wokół Annapurny – z Jomson do Beni – pokonujemy miejscowym busem. Po pierwsze dlatego, że pełna wersja trekkingu trwa co najmniej trzy tygodnie, po drugie, ostatnia część przebiega przez bardziej cywilizowane rejony, a wędrówka wśród kurzu wzbijanego przez samochody jakoś nas nie pociąga. Jednak po dotarciu do Beni (ok. 850 m n.p.m.) obydwoje zgodnie stwierdzamy, że była to najniebezpieczniejsza podróż naszego życia, i gdybyśmy tylko wiedzieli przez co będziemy przechodzić, poszlibyśmy pieszo, choćby to trwało pół roku. Przeładowany jak zwykle, stary autobus made in India, który jeszcze pamiętał czasy Mahatmy Gandhiego, sunął półką skalną z wysokości 2720 metrów n.p.m., kolebiąc się na koleinach drogi. Wychylając się za okno w ogóle nie było widać drogi, tylko [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2009-12-27

Annapurna Circuit cześć druga

32

11.12.2009, Pokhara Dziś zamiast teleportacji niżej, czeka mnie masz wyżej. Nie ma odwrotu. No chyba, żeby przez kolejnych sześć dni wracać drogą raz już pokonaną, ale cóż to by była za porażka. Tak więc jedyną alternatywą jest pokonanie wyzwania i zdobycie przełęczy, od której dzielą nas już tylko trzy dni marszu. Jak rzadko w dzisiejszych czasach używa się wyrażenia, że od jakiegoś miejsca dzieli nas kilka dni drogi. I jakie to przyjemne uczucie! Wciąż czuję wysokość. Każdy ruch okupiony jest dużym wysiłkiem, ale cóż nie jesteśmy zawodowymi himalaistami a zdecydowaliśmy się sami nieść nasze plecaki i nie korzystać z usług tragarzy. Idę powoli, krok za krokiem, jak na zwolnionych obrotach. Przechodzimy przez ostatnią już na stałe zamieszkałą wioskę. Maszerujemy w [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2009-12-23

Manang

manang 1

12.12.2009, Manang Czwartego dnia wyprawy znaleźliśmy się wyżej niż najwyższy polski szczyt, na wysokości 3500 metrów n.p.m. Manang jest wioską, którą wszystkie przewodniki po Himalajach polecają, jako idealne miejsce na aklimatyzację. Położona w szerokiej dolinie, pomiędzy masywami Annapurny a Gungang Himal, pozwala na zrealizowanie jednodniowych wycieczek w wyższe miejsca, aby wrócić przed nocą i spać niżej, niż się weszło, a przez to przyzwyczaić organizm do coraz mniejszej zawartości tlenu w powietrzu. Na razie nie odczuwałem żadnych skutków przebywania na wysokości, niestety Agi tak. Poza tym nie wiedzieliśmy, czy to naprawdę AMS (acute moutain sickness) czy kolejne zatrucie nepalskim jedzeniem. Po południu Agi zasnęła, a ja korzystając z tego, że mam jeszcze godzinę, nim słońce schowa się za grzbietami gór i [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2009-12-23

Annapurna Circuit część I

1

06.12.2009, Pokhara. Annapurna – niedostępna. Pamiętam rozmowę z Piotrem Pustelnikiem, znakomitym himalaistą, kolekcjonerem szczytów Korony Świata, który po kolejnej nieudanej próbie zdobycia Annapurny, poważnie rozważał rezygnację z dalszej kariery, rezygnację ze zdobycia całej Korony, choć Annapurna była ostatnim brakującym elementem układanki. Rozmawialiśmy o moralności w górach, przyjaźniach i antypatiach, uzależnieniu od kolejnych ośmiotysięczników, rozrzedzonym powietrzu… Tak się stało, że w dwa lata od tamtej rozmowy znaleźliśmy się z Michałem w najwyższych górach świata, a masyw Annapurny widzieliśmy o świcie z hotelowego okna w Pokharze. Nie było rady, trzeba było iść w góry. Wejście na szczyt nie wchodziło oczywiście w grę, ale można było go obejść dookoła dokładnie wydeptaną przez turystów świata trasą, tzw. Annapurna Circuit. Co prawda sezon właśnie się [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2009-12-21

United Mission Hospital Tansen

1

01.12.2009, Tansen Chcąc, nie chcąc dotarłam do swojej trzeciej Boliwii. Boliwią nr jeden jest Boliwia, miano mojej azjatyckiej Boliwii nadałam też Kambodży kilka lat temu. Teraz przyszła kolej na konfrontację z moją trzecią Boliwią – Nepalem. Boliwia to dla mnie, podobnie jak dla dwóch amerykańskich rozbójników – Butcha Cassidy i Sundance Kid’a jest synonimem kłopotów. Chłopcy, uciekający przed prawem Stanów Zjednoczonych przemierzali Amerykę Południową, jak było naprawdę ciężko zwykli mawiać: „Hej tu jest jak w Boliwii”. Po pierwsze – transport. Trudno było nie zauważyć niepokojącego napisu na boku autobusu : „Gift of India”. Szybko się zorientowaliśmy, że Indusi złomują swoje autobusy właśnie w Nepalu, choć podróżując po subkontynencie trudno uwierzyć, że indyjskie autobusy mogą mieć swoje kolejne reinkarnacje. Jadąc z [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2009-12-16

Materiał dowodowy

9

Oczywiście poszliśmy. Wstaliśmy bladym świtem i ruszyliśmy w głąb dżungli. My, nasz przewodnik Shankar oraz jego kilkunastoletni pomocnik. Myśleliśmy, że to dla naszego bezpieczeństwa, ale Michał spytał chłopca czy się nie boi a ten odpowiedział „ A little bit” a potem dodał, że nigdy nie widział tygrysa. Za to Shankar znał się na fachu. Szliśmy w milczeniu i ogromnym skupieniu nasłuchując odgłosów tropikalnego lasu. Poranne mgły łagodnie otulały ziemię, a pierwsze promienie słońca nieśmiało przebijały się przez gęstą zieleń drzew. Wdychaliśmy ciepłe wilgotne powietrze. Ciszę przerywały odgłosy łamiących się pod naszymi stopami gałęzi, rajskich ptaków i wiecznie podekscytowanych małp. Pokonaliśmy płytką rzekę. Szliśmy przez pradawne paprocie, wysokie na kilka metrów trawy i gęstwinę oplecionych lianami drzew i krzaków. Co jakiś [...]

Przeczytaj resztę wpisu...