Honduras
2010-12-08

Wyścig do promu

1

Puerto Cortes, 22 listopada 2010 Nie po drodze nam z Gwatemali na Bay Islands, ale nie możemy odpuścić drugiej co do wielkości rafy koralowej na świecie. Zapada decyzja: wracamy do Hondurasu. – Dłuuga droga, mimo że na mapie blisko – podsumowuje Meksykanka mieszkająca w Gwatemali, właścicielka baru, gdzie pałaszujemy tapado, z którego wystaje wielki krab. – Nie ma dróg wzdłuż wybrzeża, najpierw trzeba płynąć łodzią, później wziąć kilka busów do granicy, odprawa, następnie dwa autobusy, żeby dojechać na południe Hondurasu do San Pedro Sula, dopiero stamtąd autobus do La Ceiba, skąd odchodzą promy na wyspy. Nie zdążycie w jeden dzień, bo ostatni prom odpływa około 4.00 po południu. Na głównej ulicy Livingston sprzedają bilety na pakiet transportowy, podstawią wam busy [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
Gwatemala
2010-12-06

Telegram

Garifuna people, mieszkańcy Livingston więcej mają wspólnego z mieszkańcami Corn Island w Nikaragui niż z Gwatemalczykami.

Nadano 18 listopada, poczta w Livingston, Gwatemala, Wybrzeże Karaibskie. DO LIVINGSTON SPŁYWAJĄC PRZEPIEKNA RIO DULCE STOP NA MIEJSCU LUDNOSC GARIFUNA POTOMKOWIE CZARNYCH NIEWOLNIKOW STOP BRUDNO I NIECHLUJNIE STOP KAPELUSZE I ROWERY STOP DUŻE KOBIETY W KOLOROWYCH SUKNIACH STOP LUDZIE W KOSCIELE STOP PUNTA WYGRYWANA NA SKORUPIE ZOLWIA STOP TANCERZE SZYBKO RUSZAJA BIODRAMI STOP KRUZERY Z BOGATYMI TURYSTAMI STOP OWOCE MORZA ZIELONE BANANY I MLEKO KOKOSOWE TO TAPADO STOP SZUKAMY LODZI DO HONDURASU NA WYSPE ROATAN FULL STOP MUSTASZE

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-12-03

Księżyc i Słońce

Targ w Chichicastenango.

Isla de Flores, 14 listopada 2010 Właśnie rozpoczynała się niedzielna msza. O ósmej rano w leżącym pośród gór miasteczku Chichicastenango było jeszcze zimno. Wchodząc do bardzo skromnego kościoła o betonowej posadzce szybko ugrzęzłam w „dywanie” sosnowych igieł. Przyjezdni z pobliskich wiosek Indianie zatopili głowy w grubych ponczach i szerokich szalach. Głowy kobiet zdobiły złożone w kostkę sztywne eleganckie chusty, które trzymały się na swoim miejscu dzięki nieodgadnionej mocy. Z ust leciała nam para, która nikła w gęstym dymie aromatycznego kadzidła rozpraszanego z trybularzy przez wybranych mężczyzn i kobiety. Ksiądz podniósł dłonie. Wszyscy wstali. Przemówił po hiszpańsku, a zaraz potem powtórzył swoje słowa w jednym z 20 języków gwatemalskich Majów. Zamiast ministrantów towarzyszyło mu osiemnastu mężczyzn. Wszyscy odziani w piękne czarne [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-11-14

New Age nad jeziorem Atitlan

Jezioro Atitlán.

San Marcos La Laguna, 5 listopada 2010 Jezioro Atitlán otoczone jest diademem wulkanów. Rano, nad wciśniętymi pomiędzy zielone góry wioskami zbiera się gęsta mgła. Jakby miasteczka nie zdążyły jeszcze zrzucić z siebie miękkiej pierzyny, która chroniła je przed nocnym chłodem. Gubimy się w labiryncie wąskich uliczek jednego z nich, San Marcos La Laguna. Drepczemy ubitą, wąską ścieżką, wiodącą między sadami bananowców, krzakami kawy i plantacjami awokado, odbijając się od wysokich murów i zamkniętych bram szacownych ośrodków. Na rozgałęzieniach dróg widnieją tablice informacyjne i drogowskazy. Droga w prawo prowadzi do Las Piramides Meditation Centre i Ośrodka Ponownych Narodzin, ścieżka odbijająca w lewo wiedzie na Farmę Mistycznej Sztuki Uzdrawiania i do restauracji, naturalnie wegańskiej. W powietrzu unosi się przyjemny zapach kadzidła, gdzieś [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-11-11

Notki do nieba

1

Santiago Sacatepéquez, Día de Todos Santos, 1 listopada 2010 Od samego rana chłopcy biegali podekscytowani. Podklejali, poprawiali, sprawdzali liny. Nadeszła w końcu ich kolej. Kilkunastu z nich złapało za grube sznury i zaczęło ciągnąć z całych sił, by postawić konstrukcję. Kropelki potu lśniły na ich śniadych twarzach o ostrych rysach. Nie z gorąca, z nerwów. Setki gapiów wstrzymało oddech. Nad cmentarzem nastała na chwilę zupełna cisza, tak jakby tłum ludzi nagle zniknął. Oczy wszystkich skierowały się ku podnoszącemu się właśnie okrągłemu barrilete (hiszp. wielki, stojący latawiec) o promieniu kilku metrów. Nagle gigant zachwiał się i głośny trzask przeciął ciszę. Zaraz potem przez tłum przeszedł jęk rozczarowania, niesiony dodatkowo wiatrem. Potężne bambusowe pale nie wytrzymały naporu konstrukcji, połamane kikuty przerwały cienki [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
Honduras
2010-11-08

Przejazdem przez Honduras

1

Copan Ruinas, 30 października 2010 Dworzec autobusowy w El Paraiso, przygranicznej miejscowości po stronie Hondurasu. Kwadratowy, zakurzony dziedziniec zabudowany z trzech stron zadaszonym targiem, na którym mieszkańcy sprzedają swoje produkty. Co chwila przemykają żółte chickenbusy, kryte lakierem błyszczącym, wzniecają kolejne chmury kurzu, lecące prosto na stoliki jadłodajni, w której siedzimy. Chickenbus to schoolbus w wersji „agro”, czyli oprócz pasażerów, wyładowany również asortymentem wiejskim: workami pszenicy, korcami kukurydzy, koszami warzyw, klatkami z drobiem albo i drobiem bez klatek. Czekając na transport, sączymy cienką cafe colado, kawę gotowaną a później odsączoną przez rękaw. Na murku obok stołu leży pożółkła sterta gazet. Wyciągam jedną z nich dla zabicia czasu. Po dacie widzę, że z początku 2009 roku. Na okładce zdjęcie śmiejącego się prezydenta [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
Nikaragua
2010-11-03

Cygaro i kowbojki

Selekcja liści.

Esteli, 27 października 2010 Już zmierzaliśmy w stronę Hondurasu, ale w ostatniej chwili zdecydowaliśmy się zatrzymać w Esteli, miasteczku na północy Nikaragui, położonym między malowniczymi, zielonymi wzgórzami, otoczonym rozległymi plantacjami kakao i tytoniu. Esteli to nazwa doskonale znana północnoamerykańskim amatorom cygar. Wielu uważa, że jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie cygara mają jakość tych produkowanych na Kubie przed rewolucją. W 1959 roku reżim Batisty upadł a kubańscy kapitaliści salwowali się ucieczką we wszystkich możliwych kierunkach, byle dalej od Fidela. Wielu z nich, szczególnie tytoniowych magnatów, wybrało północną Nikaraguę i południowy Honduras. Podobno tutejsza ziemia jest bardzo podobna do gleby na Kubie i daje świetny tytoń. Przywieźli swój know-how i kapitał, a Nicas zaoferowali ręce do pracy. Efekt? Dzisiaj w [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-10-31

Don Chocolate i reszta

Little Corn Island.

Little Corn Island, 20 października 2010 Wychodzę na malutki taras naszego drewnianego bungalowu, aby zaczerpnąć świeżego powietrza przed snem. Przez błyszczący księżyc w pełni przelatują białe chmury. Jest bardzo jasna noc. Wiatr od pobliskiego Morza Karaibskiego porusza ostrymi liśćmi palmy, które wydają metaliczny, niepokojący dźwięk. Spada kokos, potem drugi, gdzieś dalej trzeci. Gdzieniegdzie w poszyciu hałasują szare kraby. Nagle między drzewami przemyka biała plama. Już zniknęła, ale przed oczami mam wciąż blond kosmyki włosów. Zjawa? Duch? Czary? Obserwuję dalej. Znów przemyka, tym razem w podskokach. Teraz dokładnie rozpoznaję białą sukienkę niczym z „Jeziora Łabędziego”, chude blade nóżki, jasne dziecięce loki. Nie jest to widok jakiego człowiek mógłby się spodziewać na Little Corn Island, pięknej tropikalnej wyspie u wybrzeży Nikaragui zamieszkanej [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-10-27

Capuletti i Montecchi

Granada.

León, 17 października 2010 – Dokąd będzie? – staruszek z wielkimi okularami do bliży odwraca się do nas w swoim rozklekotanym fordzie. Pochylam się nad kartką z zapisanym adresem: „Jedna przecznica na południe od hotelu „Europa”, po przekątnej od rogu Zmarłego, różowy dom na rogu.” To nie opis dojazdu, to adres. List musiałbym zaadresować tak samo. Ulice w wielu miastach Nikaragui nie mają nazw a czasami nawet numerów. Często, aby wyjaśnić taksówkarzowi dokąd jedziemy, rzucamy np. „Dwie przecznice na wschód od siłowni Atlas, jedna przecznica na południe i pół kwartału na wschód, dom numer 151” (przykład z Managui). Po drodze dowiaduję się, że „róg Zmarłego” to zakład tapicerski na rogu, którego właściciel zmarł w zeszłym roku. Wysiadamy przed różowym domem [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-10-25

Małe cuda

San Juan del Sur(f).

Merida (Isla de Ometepe), 12 października 2010 Nikaragua ma w sobie hipnotyzujący spokój. Spokój, który przenika ciało i umysł. Tutaj każdy zdaje się mieć czas, ludzie nie mają dokąd się spieszyć. Jest niewiele samochodów, jak w XIX wieku za środek transportu służą wciąż konie i rowery. Jak mało jest takich miejsc we współczesnym świecie. Podobne wrażenie spokoju pamiętam z Laosu. Kraju, który jeszcze do niedawna trzymał się z dala od reszty świata, globalizacji i wszechobecnej chęci postępu. Zanim spadła na niego klęska tłumu młodych backpackersów (wśród nich ja), mających w programie swojej wycieczki po Azji tubing po brunatnej rzece Vang Vieng. Tutaj, podobnie jak w Laosie, też nie ma reklam. Oprócz ogromnych billboardów w kolorze różu cyklamenowego, z fioletowymi serduszkami [...]

Przeczytaj resztę wpisu...