Ekwador

Ekwador
2012-06-24

Wśród Indian Huaorani – film

W sierpniu 2010 roku, płynąc po rio Yasuni, dotarliśmy do małej wioski w Amazonii, na pograniczu ekwadorsko-peruwiańskim. Amazoński las, z perspektywy najbardziej stacjonarnego lata ever, wydaje się wręcz mistyczny. To pierwszy film zapisany w innym formacie. Możecie go obejrzeć na pełnym ekranie, a jakość obrazu powinna pozostać niezmieniona (no i oczywiście z dźwiękiem jak zawsze!). Michał

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-09-22

No más

Quito by night. Plaza Santo Domingo.

Quito, 31 sierpnia 2010 – Un dolar, no más – mówi do nas zaspana jeszcze właścicielka małej restauracyjki zaaranżowanej w jednym z garaży starego miasta Quito. Za gorącego rogalika, ogromny omlet z warzywami, marmoladę, świeży sok z ananasa i gorącą czekoladę, to niewiele, myślę sobie. Do Doni Izabeli przychodzimy każdego ranka na śniadanie. Któregoś razu do lokalu wchodzi starszy mężczyzna ze spuszczona głową. Jego spodnie składają się z samych dziur. Siada i zamawia śniadanie w wersji ekwadorskiej tj. ryż, smażonego banana i nóżkę kurczaka. Un dolar cincuenta, no más. Czujna właścicielka, inaczej niż w przypadku pozostałych klientów prosi o zapłatę z góry. Mężczyzna wstaje i wychodzi. Nie podnosi głowy. A my, niemi świadkowie tej sceny patrzymy. Po chwili wyrywam się [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-09-14

Galapagos

Isla Española.

Puerto Baquerizo Moreno, 25 sierpnia 2010 Czujemy się, jakbyśmy oglądali film przyrodniczy „od środka”. Zwierzęta nie zwracają na nas żadnej uwagi, jesteśmy niewidzialni. Głuptak niebieskonogi nawet nie wstaje z gniazda, w którym wysiaduje jaja, mimo że stoję zaledwie dwa kroki od niego. Zezuje w naszą stronę, ale dla niego jesteśmy takim samym elementem krajobrazu jak kaktusy opuncje albo wulkaniczna skała. Urodzony przed kilkoma godzinami malutki lew morski leży oparty o korpus matki, która macha płetwą opędzając jaszczurki, podpełzające ze wszystkich stron, aby zjeść łożysko. Nad naszym jachtem przelatują majestatycznie fregaty wielkie a czasem na relingu przysiada pelikan-autostopowicz. Całe kolonie legwanów morskich wygrzewają się w słońcu na skałach, co jakiś czas schodzą do morza, aby w zatoce, pośród namorzynowych zarośli, szukać [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-09-13

Czepiak belzebub

8

Kawymeno, 17 sierpnia 2010 Wyruszyliśmy w siedmioro, bladym świtem. Nasza czwórka oraz trzech Huaorani. Trzech myśliwych. Felipe, jeden z nielicznych Huaorani, który nosi hiszpańskie imię, wziął ze sobą strzelbę. Kawya, szczerbaty, muskularny wojownik, wspinający się najlepiej ze wszystkich po drzewach, niósł dmuchawkę – bodokera (zwaną wśród niektórych plemion cerbatana) oraz kołczan ze strzałkami nasączonymi kurarą. Najstarszy ze wszystkich, Wani, najbardziej doświadczony łowca i doskonały tropiciel, również wziął strzelbę i kilka włóczni na dzikie świnie. Zacumowaliśmy nieopodal miejsca, gdzie pekari przychodzą do wodopoju. Już samo wydostanie się z canoe było wyzwaniem. Na stromy brzeg, porośnięty gęstym lasem, trzeba przebrnąć po kolana w błocie. Rzeka Yasuni trochę wyschła, gdyż od dwóch dni nie było długiego deszczu. Wyskakujemy jeden po drugim z łodzi, [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-09-12

Grill

9

Kawymeno, 15 sierpnia 2010 Już szósta, pora wstawać. Wychodzę przed drewnianą chatę przywitać dzień i wyszorować zęby. Obchodzę dom dookoła i czuję, że mam towarzysza. Idę w stronę rzeki, ale on nie odstępuje mnie nawet na krok. Nie płoszy go ani lekki wiatr, ani poranna mżawka. Cholera – myślę sobie – czy oznacza to, że zapach wędzonej małpy osiadł nie tylko na moim plecaku, ubraniach, śpiworze, ale i wplątał we włosy? W chwili gdy po trzech dniach spędzonych na rzece dobijamy w końcu do wioski, prawie równolegle z nami przypływa canoe z myśliwymi i trzema ogromnymi pekari. Wojownicy bez słowa wysiadają z łodzi i odchodzą, zabierając zakrwawione włócznie. W opinii, że jedynym obowiązkiem mężczyzn Huaorani jest polowanie, nie ma żadnej [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-09-10

Oriente

Walka o kolacje czyli lowienie ryb w Amazonii.

Kawymeno, 15 sierpnia 2010 W dorzeczu rzeki Pastaza mieszkają Szuarowie. Przez wielki żyli w cieniu dymiącego wulkanu Sangay. Kiedy z krateru wydobywał się czarny dym, ruszali do walki z sąsiednimi plemionami a głowy zabitych wrogów odpowiednio preparowali, zmniejszając je w tzw. tsantse. Dzisiaj już nie walczą, cywilizacja okiełznała ich na tyle, że stali się przykładnymi Ekwadorczykami. Chodzą do szkół, ubierają się jak mieszkańcy miast. Tereny na pograniczu ekwadorsko-kolumbijskim, pomiędzy rzekami Guamues i Aguaricó to ojczyzna plemienia Kofanów. Nawet współcześnie można jeszcze spotkać Indian, którzy mają przebite nosy w poprzek zaostrzonymi piórami dzikich ptaków. Mało którzy jednak żyją w tradycyjnych wspólnotach w selwie, jak ich przodkowie. A w najgłębszych ostępach lasu równikowego, daleko od ostatnich miast Ekwadoru, gdzie potężne rzeki są [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-09-09

Na ślepo

dfg

Latacunga/Cotopaxi, 9 sierpnia 2010 00.00 Otwieram oczy, choć budzik jeszcze nie dzwonił. Nie mogę złapać oddechu. Nerwowo zrzucam z siebie kaptury dwóch puchowych śpiworów. Szybko ulatuje ciepło, ale wpada strumień zbawiennego tlenu. W ciemnościach schroniska z trudem odnajduję swój sprzęt. Jak zawsze przed nocnym atakiem na szczyt panuje zamieszanie. Ktoś szuka rękawiczek, ktoś zgubił raki, komuś podmieniono czekan. Wysokość nas kontroluje, 4810 m n.p.m. (szczyt Mont Blanc) sprawia, że poruszamy się nieco jak w przestrzeni kosmicznej. 01.00 Otwieram drzwi schroniska, ogromna siła sprawia, że odrzuca mnie do tyłu, a drzwi roztrzaskują się z hukiem o wewnętrzną ścianę budynku. Moment przekroczenia progu i pierwszej konfrontacji z zimnem zawsze wzbudza we mnie strach. Robię krok do przodu. Wieje wiatr, ale wcale nie [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-09-03

Señores Pasajeros

Baños.

Baños/Quilotoa, 7 sierpnia 2010 Wahaliśmy się, na który się zdecydować. Chimborazo był pewna pokusą, najwyższy szczyt w Ekwadorze o długim, ośmiogodzinnym podejściu. Cotopaxi, nieco niższy, łatwiejszy technicznie, prawie sześciotysięcznik. Zwyciężył rozsądek, wybraliśmy Cotopaxi. Nie zmieniło to jednak faktu, że musieliśmy trochę rozruszać kości i na nowo się aklimatyzować. Ten cel wytyczył nasze przystanki po drodze ku górze. Spakowaliśmy plecaki i wsiedliśmy do autobusu. Podczas przejażdżki do Baños otworzył się przed nami kolejny fascynujący rozdział pt. ”Autobusowi akwizytorzy”. Oprócz akwizytorów płotek (których podczas czterogodzinnego rejsu wsiada ok. dwudziestu) są akwizytorzy rekiny (ok. czterech). Rekiny są doskonałymi socjologami, psychologami, oratorami, a nawet aktorami. Najczęściej sprzedają cudowne tabletki na przeczyszczenie sporządzone na bazie ziół, dobre na wszystko, rzadziej rękodzieło. Płotki natomiast handlują lodami, [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-08-31

Atención 24 horas

W mieście Guayaquil jest Parque de Simon Bolivar a w tym parku mieszkają dziesiątki iguan. W ciągu dnia chodzą po trawie a w nocy siedzą na gałęziach drzew a ich ogony zwisają niczym liany.

Riobamba, 4 sierpnia 2010 Po szaleńczej jeździe autobusem docieramy na wybrzeże, do największego miasta Ekwadoru, Guayaquil. Jest już wieczór, a nas uderza tropikalny żar. Stajemy przed hostelem „Mar del Plata”. Drzwi otwiera nam sprzątaczka, której obecność w pracy o tej godzinie nieco mnie zastanawia. Michał idzie na górę obejrzeć pokój. Ja pilnuję plecaków i rozglądam się po wnętrzu holu. Na ścianie wisi obraz nagiej pary zamarłej w uścisku. Kubistyczna kompozycja sprawia, że na pierwszy plan wysuwa się ogromna dłoń mężczyzny. Zaraz obok wisi kobiecy akt, również złożony z geometrycznych figur. Jeden sutek sterczy do góry, drugi opada w dół. Niezła kolekcja myślę sobie, przyglądając się reprodukcjom prac Guayasamína, najznakomitszego ekwadorskiego artysty tworzącego w stylu indigenista (indigena znaczy po hiszpańsku tubylec). [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-08-30

W stronę równika

Okolice Plaza del Carmen.

Cuenca, 29 lipca 2010 Nadszedł czas, aby ruszyć w dalszą drogę. W stosunku do początkowych planów podróży, mieliśmy jakieś trzy miesiące opóźnienia i chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w Ekwadorze. Jednak na drodze stało Peru, trzeci co do wielkości kraj Ameryki Południowej. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się znaleźć tani lot do Guayaquil, ale niestety, byliśmy skazani na podróż lądem. Przez trzy długie dni przejechaliśmy autobusami prawie 3000 km. Z Cuzco do Limy, następnie z Limy do Tumbes. Z Tumbes do Aguas Verdes a stamtąd lokalnym transportem do Huaquillas, po stronie ekwadorskiej. Potem kolejnym autobusem do miejscowości Cuenca, w ekwadorskich Andach. Dotarliśmy tam o drugiej w nocy i rzuciliśmy się nieprzytomni na łóżko. Monotonne godziny spędzone w peruwiańskich autobusach nie [...]

Przeczytaj resztę wpisu...