Indonezja

Indonezja
2011-11-05

Film z Indonezji

Indonezja.

Wczoraj minęły dwa lata od naszego wyjazdu. Z perspektywy mogę powiedzieć, czego najbardziej nam brakuje po powrocie: czasu. Zdjęcia nieprzebrane, zapiski nieprzejrzane a im dłużej jesteśmy w domu, tym więcej rzeczy nie możemy znaleźć. Jedynie materiał filmowy, przy ogromnej  pomocy Bogdana, w większości złożony w krótkie klipy, migawki dzięki którym możemy sobie przypomnieć jak to było, gdy czas był. 5 listopada 2011 Michał

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-03-03

Timor znaczy Strach

Kores Tauho, wódz wioski

Denpasar 19 lutego 2009 Jest 1942 rok. Kores Tauho ma siedem lat. Razem z innymi dziećmi stoi na drodze do wioski, biegnącej w dół wzgórza, gęsto porośniętego tropikalnym lasem. Patrzy na powracających wojowników. Patrzy na ich rany, patrzy czy jego ojciec, wódz wioski, jest wśród nich. Patrzy na odcięte głowy wojowników z sąsiedniego plemienia, dyndające przy pasach. Jest 2010 rok. Kores Tauho patrzy na nas. Patrzy, ale nie wiemy czy nas w ogóle dostrzega. Jest prawie całkowicie niewidomy. Siedzę naprzeciwko niego, Agi po mojej prawej stronie, po naszej lewej siedzi Pao Nope, nasz tłumacz i przewodnik. W największej chacie wioski, będącej czymś w rodzaju świetlicy i służącej do podejmowania gości, siedzi również żona wodza, jego synowie i wnukowie. Trwa rytualne [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-03-03

Zaklęty krąg

Z Davidem.

Kupang, 15 lutego 2010 Nieświadomie staliśmy się żywą częścią indonezyjskiej kultury, elementem pewnego zamierającego już niestety starego, pięknego zwyczaju. Nasze krótkie wakacje na wyspie szczęścia dobiegały powoli końca. Zaczęliśmy myśleć jak pokonać te 80 km dzielące nas od miejsca, z którego wypływa prom z powrotem do Timoru Zachodniego. Nasza podróż wypadła na niedzielę. Nie byłoby żadnego problemu, gdyby nie fakt, że trzysta lat temu przybyli tu Holendrzy, którzy nie tylko bezdusznie grabili te ziemie, ale także zaszczepili protestantyzm i mieszkańcy Rote posłusznie dzień święty święcą. Jedynym sposobem, aby pokonać dystans było wyczarterowanie bemosa, na co nie było nas stać. W sobotę wieczór Michał ruszył na obchód wsi w poszukiwaniu jakiegoś pojazdu i kierowcy. Wrócił z ponurą miną i informacją, że [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-03-03

Chrystus czy Avril Lavinge?

Kolorowy duet jednego z bemos.

Rote, 12 lutego 2010 Na Rote znaleźliśmy się zupełnie przypadkiem. Gdy dotarliśmy już na skraj wyspy Flores mieliśmy dziesięć dni do utraty ważności indonezyjskiej wizy. W kraju, który składa się z tysięcy górzystych wysp i gdzie wolno się podróżuje to naprawdę niewiele czasu. W palącym żarze wyruszyliśmy nieciekawymi ulicami Maumere na poszukiwanie agencji lokalnych linii lotniczych. Decyzję o kolejnym kierunku podróży mieliśmy podjąć w zależności od cen biletów. Marzyliśmy o Sulawesi, Molukach, czy Papui-Nowej Gwinei, ale trzeba było zejść na ziemię. Padło na Timor. Zapytałam sama siebie o skojarzenia: egzotyka, nieznane, porwania, pierwotne plemiona. Tak, lecimy do Timoru. Po trzech godzinach dezorientacji i chodzenia od jednego biura do drugiego, gdy byliśmy już bardzo spoceni, zmęczeni i źli, już kupowaliśmy bilet, [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-02-18

Komunikat

komunikat

Bardzo dziękujemy za wszystkie komentarze, pytania i wiadomości, od znajomych i jeszcze nieznajomych, zarówno przesłane przez bloga jak i e-maile. Dzięki wam chce nam się pisać! Wielu z was pyta jak można zamieścić komentarz na blogu. Cóż, może nie jest to do końca przejrzyste, ale w gruncie rzeczy bardzo proste: wystarczy, że klikniecie na tytuł danego wpisu a wyświetli się tylko ten wpis. Na dole znajdziecie pole na komentarz i wszystkie komentarze do danego wpisu. Dostajemy wiele wiadomości przysłanych przez bloga, ale niestety żadna z nich nie zawiera e-maila zwrotnego, na który możemy odpisać. Nie wiemy czy to Wasze przeoczenie, czy coś szwankuje w strukturze naszego bloga. W rubryce “Kontakt” jest pole na e-mail. Jeżeli wpisywaliście tam swój e-mail a [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-02-14

Trzy kolory. Różne

3

Moni,9 lutego 2010 Kierujemy się dalej na wschód wyspy Flores. Małymi autobusami pniemy się wąskimi pasami asfaltu po zielonych wzgórzach. Podziwiamy rozciągające się za oknami rozciągające się po horyzont szerokie doliny lasów palmowych. Po półtora dnia dobijamy do pełnej uroku małej wioski – Moni. Co rano, punkt piąta z pobliskich wiosek ciągną sznurem wierni na poranną mszę. Solidny kościół katolicki pokryty falistą blachą znajduje się dokładnie vis a vis naszego guesthouse’u. Jest poniedziałek, dzień targowy. Mamy szczęście, główny plac wioski zapełnia się ludźmi, którzy zeszli z gór. Kobiety mają czerwone usta, tradycyjnie tkane spódnice ikat, kolorowe wzorzyste bluzki z bufiastymi rękawami i malutkie damskie torebeczki z niewielkim uchem. Wyglądają trochę jak upiorne damy. Dopiero jak się dokładniej przyjrzeć to widać [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-02-14

Komodo

podróż na wyspę Rinca

Labuanbajo, 9 lutego 2010 Być na Flores i nie zobaczyć słynnych jaszczurów (komodo dragon albo ora w miejscowym języku) z Komodo, to jak przyjechać do Warszawy i nie zobaczyć Pałacu Kultury, z tą różnicą że tego pierwszego należy żałować, tego drugiego raczej nie. Razem z kilkoma innymi Europejczykami znalezionymi w hotelikach Lubuanbajo, wynajmujemy łódź i płyniemy na wyspę Rinca, dwie godziny morzem od Flores. Jak zwykle wybieramy mniej komercyjne rozwiązanie. Komodo dragon zamieszkuje obie wyspy, Rincę i Komodo, ale ta druga jest większa i dlatego zyskała sobie sławę, ściągając turystów. Ponoć dzień wcześniej odwiedziło ją 700 Australijczyków, którzy przypłynęli na wycieczkę statkiem rozmiarów „Titanica”. Smok z Komodo, wygląda groźnie, lecz nie w tym rzecz. Wzrostu dużego aligatora, nie wydaje się [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-02-14

Riders of the Storm

1

Labuanbajo, 7 lutego 2010 Najlepszym i najtańszym sposobem na zbadanie interioru górzystej dżungli, która porasta praktycznie całą Flores, jest motor. Wypożyczamy więc yamahę i ruszamy na poszukiwania górskiego jeziora, na północny wschód od Labuanbajo. Wszystko dobrze tylko pierwszy raz prowadzę taki motor, w dodatku z pasażerem, w kraju gdzie ruch uliczny jest lewostronny, drogi kiepskie, a im wyżej, tym gorsze, a do tego jeszcze mamy porę deszczową. Nic to, ruszamy. Opuszczamy port i jedziemy pnącą się do góry serpentyną, urzeczeni krajobrazem. Pora deszczowa, oprócz braku turystów, ma też inne zalety: zieleń jest niesamowicie soczysta, w nawodnionych polach ryżowych odbijają się chmury jak w tafli jeziora. Palmy, bananowce, drzewa bambusowe, gigantyczne paprocie, okalają drogę po obu stronach. To dlatego Portugalczycy nadali [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-02-14

Podwodne motyle

kałamarnice suszą się na ulicach, rozłożone na gazetach

Labuanbajo, 6 lutego 2010 Przypomina mi się fragment z „Pinokia”, gdy drewniany chłopiec ląduje w brzuchu wieloryba. To co widziałam wydawało się podobnie niewiarygodne jak przygoda drewnianego chłopca. Trzymałam się palcami maleńkich wypustek w martwych koralach, aby oprzeć się lekkiemu prądowi. Nie wierzyłam własnym oczom, spektakl, który rozgrywał się jakieś dwa metry od mojej maski był absolutnie powalający. Tyle wdzięku, gracji i piękna. Cztery ogromne (3-4 metrowe) manty (manta ray) nieśpiesznie dokonywały porannej toalety. Powiewały na zmianę białymi brzuchami i ciemnymi grzbietami unosząc się niczym motyle nad naszymi głowami, harmonijnie i nieśpiesznie machając płetwami. Gdy myślałam, że nie można mieć już więcej szczęścia napotykaliśmy na kolejne i kolejne grupy tych ogromnych ryb. Byłam tak przejęta tym poetyckim widowiskiem, że niewielki [...]

Przeczytaj resztę wpisu...
2010-02-14

Krzysztof

śniadanie na promie: ostatnia sucha krakowska od Mammy!

Labuanbajo, 2 lutego 2010 Entuzjazm związany z byciem w drodze mija po trzech dniach nieustannej tułaczki. Uwielbiam siedzieć na dworcach autobusowych czekając na spóźniający się autobus, spać na pokładzie promu lub po prostu gapić się przez okno pociągu, ale tym razem miałam już trochę dość. Okazuje się, że wybrana przez nas do eksploracji Nusa Tenggara jest najbiedniejszą i najtrudniejszą do podróżowania częścią Indonezji, może za wyjątkiem Papui-Nowej Gwinei. Rozrzucona na kilku górzystych wyspach, jest nie lada wyzwaniem i docierają tu tylko podróżnicy długodystansowcy. Gdybyśmy jednak nie tłuki się tyle czasu, żeby dotrzeć do naszego najbliższego celu, nie spotkalibyśmy Jego. W drugim nocnym autobusie na Sumbawie, w ciemności, usłyszeliśmy głos: „To wy z Polski jesteście?”. Tak poznaliśmy Krzysztofa, który jechał w [...]

Przeczytaj resztę wpisu...